Książka: Dlaczego pies się drapie? autorstwa Dyś Mieczysław, wydawnictwa: Egros. Dostępna w Woblink! Liczba stron: 48 to gwarancja świetnej zabawy.
Nora uległa wypadkowi. Śmiertelnie potrącił ją samochód. Jest nam bardzo przykro. Była z nami 11 miesięcy, wiele osób chciało ją do adoptować do
Pytanie pochodzi z publikacji Serwisu BHP. Obowiązek złożenia sprawozdania z wypadku do GUS istnieje, ponieważ statystyczną kartę wypadku sporządza się na podstawie zatwierdzonego protokołu powypadkowego, w którym stwierdzono, że wypadek jest wypadkiem przy pracy lub wypadkiem traktowanym na równi z wypadkiem przy pracy lub na
Jednak częściej zauważamy to dopiero po upływie kilku godzin od momentu, kiedy kot nie ma apetytu albo załatwia się krwią. Może zdarzyć się również tak, że stan jego zdrowia może pogorszyć się podczas Twojej nieobecności w domu. O tym, że kot uległ wypadkowi może świadczyć zwiększona ciepłota oraz obrzęk.
Pies dotkliwie pogryzł 5-latka. Zaatakował też jego matkę 27 czerwca 2018. Chłopiec wraz z mamą wylądowali w szpitalu. Gdzie był właściciel czworonoga?
Pies jest znany z tego, że kocha podążać za swoim właścicielem i uwielbia się bawić. Jednak wielu ludzi jest zaskoczonych, gdy widzą, że ich pies podchodzi do odchodów kota i je je. Czy to normalne? Dlaczego pies je odchody kota? Odpowiedź na to pytanie może być bardziej złożona, niż się wydaje. W tym artykule postaramy
L6ZZF. Geneza Utwór „O psie, który jeździł koleją” opowiada historię o dzielnym psie Lampo po części opartą na faktach. Książka po raz pierwszy została wydana w 1967 r. Akcja dzieje się we Włoszech w latach 60 – tych XX w., zaś głównym miejscem akcji jest stacja kolejowa w Marittimie. Inspiracją dla autora do napisania książki były doniesienia i artykuły z gazet, które mówiły o niezwykłym psie – podróżniku i jego przygodach. Roman Pisarski postanowił przenieść te opowiadania na karty własnej książeczki. „O psie, który jeździł koleją” opowiada o przyjaźni i lojalności, które rodzą się między zwierzęciem, a człowiekiem, a także o niesamowitej więzi, która pozwala być dla siebie wsparciem i okazywać sobie pomocną dłoń (Lampo ratuje Adele, sam przy tym przepłacając to życiem). Książka o tym niezwykłym psie jest w Polsce lekturą dla klas trzecich szkół podstawowych. Czas i miejsce akcji Akcja utworu rozgrywa się głównie we Włoszech – na stacji kolejowej w miasteczku Marittima. Miejscem akcji jest też dom zawiadowcy kolejowego w Piombino, dokąd Lampo powraca wieczorami ze swym panem. W książce ukazane są również liczne podróże Lampa po takich miejscowościach jak: Rzym, Reggio, Turyn, Paola, Patti, Messyna czy Palermo na Sycylii (Lampo zostaje tu odwieziony do wuja zawiadowcy). Czas akcji to zaś lata 60 – te XX w. – czyli czasy współczesne autorowi. Ukazane w książce historie w znacznej mierze pokrywają się z faktami. Problematyka „O psie, który jeździł koleją” to wspaniała historia o niesamowitej więzi i przyjaźni łączącej psa z człowiekiem. Lampo zjawia się pewnego dnia na stacji w Marittimie i poznaje tu zawiadowcę kolejowego – szybko zdobywa jego serce. Również i dzieci kolejarza darzą Lampa wyjątkowym uczuciem. Zawiadowca ma w nim wiernego towarzysza i wcale nie myśli go sprzedawać. Rodzi się bowiem między nimi wyjątkowo silne uczucie i poczucie lojalności i przywiązania, które sprawia, że nie wyobrażają sobie życia bez siebie. Kiedy z rozkazu naczelnika kolejowego Lampo ma zostać usunięty ze stacji i zawiadowca wysyła go do swego wuja na Sycylię, pies mimo przeszkód i ogromnego wyczerpania, w końcu powraca do Marittimy. Zawiadowca otacza go troską i pomaga powrócić mu do zdrowia. Lampo potrafi odwdzięczyć się za okazywaną mu dobroć i miłość. W tragicznej sytuacji zagrażającej życiu, ratuje małą dziewczynkę Adele (córeczka zawiadowcy), oddając przy tym w ofierze własne życie – trudno zatem o większy heroizm, będący wyrazem oddania, miłości i poświęcenia. Utwór ukazuje siłę miłości i niesamowitej więzi, która może zrodzić się między człowiekiem a zwierzęciem. Ten ostatni niejednokrotnie bywa naszym najlepszym przyjacielem, kompanem, towarzyszem pracy i zabaw – istotą, przed którą sami się otwieramy i która w zamian potrafi odwdzięczyć się miłością i czułym sercem; spieszy nam z pomocą, gdy tylko jesteśmy w potrzebie. Życie na stacji w Marittimie zmieniło się z chwilą pojawienia się na niej Lampo. Odtąd życie rodziny zawiadowcy nabrało barw, przestało być ponure i nudne. Zagościła w nim radość, uśmiech i zabawa. Bohaterowie Lampo – kundel, niezwykły pies, który pewnego dnia zjawia się na stacji kolejowej w Marittimie i całkowicie odmienia życie zawiadowcy i jego rodziny. Stał się jego wiernym kompanem i towarzyszył mu w pracy. Był inteligentny, sprytny, odważny i samodzielny, a przy tym obdarzony wyjątkowo czułym sercem. Sam wyprawiał się w podróże pociągami, ale zawsze wracał do swego pana, do którego był bardzo przywiązany. W akcie pełnym bohaterstwa i poświęcenia ratuje przed śmiercią córkę zawiadowcy Adele, sam przy tym ginąc pod kołami pociągu. Zawiadowca – był pracownikiem na stacji kolejowej w Marittimie (mieszkał w pobliskim Piombino). Znajduje tu niezwykłego Lampa, który uwielbiał jeździć koleją i przygarnia go do siebie, stając się jego opiekunem. Ma żonę i trójkę dzieci, którzy również zaprzyjaźniają się z kundelkiem. Sam bardzo go kochał i zabierał go ze sobą do pracy. Mimo sławy, jaką zdobył Lampo, nie zamierzał go wcale odsprzedawać. Bardzo przeżywał każdą z nim rozłąkę i bardzo się o niego troszczył. Zawiadowca był odpowiedzialnym i solidnym pracownikiem, poważnie traktującym swe obowiązki. Był też uczciwy i miał wielu przyjaciół, którzy go cenili i szanowali. Tylko raz na wyraźny rozkaz naczelnika stacji kolejowej odsyła Lampo na Sycylię. W głębi duszy jednak bardzo za nim tęskni i ma nadzieję, że i tak do nich powróci. Adele – mała córeczka zawiadowcy; jedna z trójki jego dzieci. Ma około półtora roku. Omal nie zginęła na torach pod kołami rozpędzonej lokomotywy. W ostatniej chwili uratował ją Lampo, sam przy tym ponosząc jednak śmierć. Naczelnik stacji – był surowy i trzymał się przepisów. Nie mógł zgodzić się na to, by Lampo dłużej pozostawał na stacji – uważał, że nie jest to odpowiednie miejsce dla zwierzęcia. Dlatego nakazał zawiadowcy odesłanie psa do swego wuja na Sycylię. Kiedy jednak Lampo powrócił do Marittimy, naczelnik nieco złagodniał i widząc wycieńczonego psa, pozwolił zawiadowcy zatrzymać go u siebie. Wuj zawiadowcy – to do niego zawiadowca, zmuszony rozkazem naczelnika, wysłał Lampa. Wuj mieszkał na Sycylii i przez jakiś czas opiekował się psem. Ten jednak w końcu od niego uciekł, gdyż nie mógł znieść bolesnej rozłąki z najbliższymi. Dlatego powrócił do Marittimy. Dwoje staruszków – po tym jak Lampo miał wypadek w pociągu (został przytrzaśnięty przez drzwi) znalazła go jadąc na osiołku staruszka, która postanowiła przygarnąć go do siebie i się nim zaopiekować. Lampo spędził u nich jakiś czas. Staruszkowie byli dla niego troskliwi i opiekuńczy. Nie potrafili pogodzić się z tym, że Lampo ich opuścił i wrócił do swego pana. Opis psa Lampo Lampo jest głównym i tytułowym bohaterem książki Romana Pisarskiego pt. „O psie, który jeździł koleją”. Przypadkowo zjawia się na stacji kolejowej w Marittimie i szybko zdobywa serce zawiadowcy kolejowego i jego rodziny, a także wszystkich pracowników stacji. Był psem inteligentnym i rozważnym, a swym charakterem zadziwiał wszystkich otaczających go ludzi. Swojego pana darzył szacunkiem i wielką miłością – „pomagał” mu w pracy i nieustannie mu towarzyszył. Potrafił być grzeczny i zachowywać się zgodnie z manierami – bawiąc się z dziećmi, zawsze siadał z boku i czekał na przyzwolenie do zabawy. Lampo to jednak przede wszystkim pies – podróżnik, którego największą pasją było właśnie podróżowanie. Nie mógł długo wysiedzieć w jednym miejscu i zawsze, gdzieś go nosiło – stąd często uciekał od swego pana, ale zawsze jednak do niego powracał. Zawiadowca był zmuszony to zaakceptować, choć było to dla niego trudne, gdyż bardzo się o niego troszczył. Piesek potrafił doskonale przystosować się do otoczenia i odpowiednio zachować się w nieznanych, nowych warunkach. Dlatego „pracując” z zawiadowcą na stacji, szybko nabiera służbowych manier i wie jak się zachować i czego się od niego oczekuje (przenosi narzędzia pomiędzy pracującymi przy szynach robotnikami). Uczestniczy w odprawianiu pociągu i towarzyszy nieustannie swemu panu. Nawet jednak dla niego nie jest w stanie zrezygnować ze swej największej pasji czyli z podróżowania. Kundelek bardzo przywiązuje się do swego pana, a największym wyrazem i dowodem istnienia tej silnej więzi jest fakt, że wraca do niego z Sycylii, przepłacając to zdrowiem, a na końcu w akcie bohaterstwa ratuje przed śmiercią córeczkę zawiadowcy, która niechybnie zginęłaby pod kołami rozpędzonego pociągu. Sam przy tym płaci najwyższą cenę, czyli składa w ofierze swe życie. Wygląd psa Lampo Lampo był pociesznym, małym kundelkiem, podobnym z wyglądu do owczarka i szpica. Miał wesołe, szelmowskie spojrzenie. Jedno ucho sterczało mu ostro do góry, a drugie opadało w dół. Jego wesoła mordka nadawała mu nieco zawadiacki wygląd. Na wiecznie uśmiechniętej, wesołej mordce najbardziej wyróżniały się przenikliwe oczy, które obdzielały innych inteligentnym, wnikliwym i rozumnym spojrzeniem. Lampo, przysłuchując się toczącej się wokół dyskusji, sprawiał wrażenie, że wszystko dokładnie rozumie – dlatego inni darzyli go taką sympatią i chętnie przebywali w jego towarzystwie. Cechą szczególną Lampa była długowłosa, gęsta sierść, a na niej jasna pręga na grzbiecie. Stąd pracownicy stacji nadali mu imię Lampo, które po włosku oznacza błyskawicę. Rozwiń więcej
„Zapewnia mi spokój i bezpieczeństwo. Jest moim aniołem stróżem, najbliższą mi osobą, ciepłą, wyrozumiałą, życzliwą”, powiedział w jednym z wywiadów Janusz Gajos (82) o swojej żonie Elżbiecie. Są razem od ponad 30 lat. „Trwam w stabilnym związku. Udowodniłem, że się nadaję. To było wszystko, do czego dążyłem”, dodał aktor. Dla żony Gajos po latach uzależnienia rzucił palenie i zaczął dbać o zdrowie. Ona dla niego zrezygnowała z pracy, zajęła się jego karierą i stworzyła mu prawdziwy, ciepły dom. „Pokonując kolejne życiowe etapy, dotarłem wreszcie do ideału. Do kobiety, która była mi przeznaczona. To na nią, na moją Elżbietę, czekałem całe życie”, wyznał aktor, który Elżbietę poznał, gdy był już po trzech nieudanych małżeństwach. Do czterech razy sztuka Czwórka to szczęśliwa liczba dla Janusza Gajosa. Czwarta żona okazała się „tą jedyną”. Do łódzkiej Filmówki dostał się za czwartym podejściem, a na czwartym roku studiów przyjął rolę Janka Kosa w serialu „Czterej pancerni i pies”, która przyniosła mu wielką sławę i sympatię Polaków. Podczas produkcji telewizyjnego hitu uległ wypadkowi, najechała na niego ciężarówka, na miesiąc trafił do wrocławskiego szpitala. Tam poznał laborantkę Zoję, w której zakochał się niemal od pierwszego wejrzenia. Szybko się pobrali i zamieszkali w Domu Aktora w Łodzi. Niestety Janusza całe dnie nie było w domu, skupił się na karierze, która po „Czterech pancernych...” rozwijała się w szalonym tempie. Zobacz także: Dramatyczna historia Anny Dymnej: tajemnicza śmierć męża i wypadek samochodowy. Przetrwała, a teraz sama niesie pomoc innym ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER Pod nieobecność Gajosa Zoja zaczęła się spotykać z jego kolegą z teatru Andrzejem Herderem, dlatego wkrótce potem jej małżeństwo z Januszem dobiegło końca. Drugą małżonkę, nieżyjącą już aktorkę Teatru Syrena, Ewę Miodyńską, Gajos spotkał w Warszawie, dokąd przeniósł się z Łodzi. Jego koledzy podkreślali, że Ewa była inna niż Zoja – dbała o Janusza i była dla niego nad zwyczaj wyrozumiała. Jednak i to małżeństwo nie przetrwało. „Oboje rozczarowaliśmy się tym związkiem. Ale lepiej rozstać się, niż boksować przez lata”, stwierdził aktor. Potem związał się z realizatorką telewizyjną Barbarą Nabiałczyk, którą odbił aktorowi Tadeuszowi Borowskiemu. Gajos długo rywalizował z kolegą po fachu o serce Barbary, ale to za niego ostatecznie wyszła Nabiałczyk. Kolegom mówił, że po raz pierwszy w życiu walczył o kobietę, bo jak dotąd żenił się z tymi, które jego wybierały... Doczekali się jedynego dziecka aktora, córki Agaty, dziś psycholożki. Początkowo łączyło ich gorące uczucie, ale rozstali się, kiedy Agata miała sześć lat. „Przez lata rodzice żyli jak pies z kotem, ale mnie w to nie angażowali. Choć każde dziecko z rozbitej rodziny niesie coś »w plecaku«. Nie mogę narzekać, że nie było przy mnie tatusia. Był, kiedy miał być”, opowiadała córka Gajosa w „Na Żywo”. Gdy jej mama zmarła na raka w 2009 roku, relacje Agaty z ojcem bardzo się ociepliły. Dziś Gajos jest świetnym ojcem i dziadkiem dla jej syna Aleksandra. TRICOLORS/East News Po latach aktor ocenił swoje trzy pierwsze małżeństwa jako „znajomości koleżeńskie, które niepotrzebnie nabrały urzędowej mocy”. Dodał, że mężczyzna powinien żenić się dopiero po czterdziestce, kiedy ma już za sobą kawałek życia. On, gdy poznał swoją czwartą żonę, był po pięćdziesiątce... Złapany na wędkę Elżbieta, atrakcyjna, elegancka blondynka o nienagannej figurze, w latach 90. pracowała jako dyrektorka domu kultury w Krakowie. Zapraszała na spotkania autorskie wybitnych artystów. Jednym z nich miał być odtwórca roli Janka Kosa w „Czterech pancernych...”. Jednak aktor długo jej odmawiał, gdy do niego dzwoniła. W końcu Elżbieta przyszła na jego spektakl i zdecydowała się wejść za kulisy, by osobiście poprosić go o spotkanie z wielbicielami jego talentu i... „Wtedy wpadła mi w oko. Zdecydowałem, że albo ta, albo żadna!”, wspominał Gajos. Natomiast Elżbieta, kiedy nieco wcześniej oglądała Janusza w spektaklu Teatru Telewizji, pomyślała wówczas: „Albo taki mężczyzna, albo żaden”, jak opowiadała w jednym z wywiadów. Gdy Elżbieta wróciła z urlopu, zastała w sekretariacie w pracy informację, że Janusz Gajos prosi o kontakt. MIECZYSLAW WLODARSKI/REPORTER Oddzwoniła i już następnego dnia aktor był w Krakowie. Z bukietem róż. „Uległem jej urokowi... Ona zarzuciła wędkę, a ja dałem się na nią złapać”, zażartował w jednym z wywiadów. „Janusz ujął mnie swoją dobrocią, mądrością i wrażliwością”, wspominała Elżbieta. Gajos szybko stracił dla niej głowę. Zaczęło się miłosne szaleństwo, czyli „szczere udawanie, że się jest o wiele lepszym, niż się w istocie jest”, mówił aktor w „Playboyu”. Początki ich związku na odległość nie były łatwe. Elżbieta mieszkała z 10-letnim synem Ryszardem z poprzedniego małżeństwa w Krakowie, a Janusz – w Warszawie. W końcu nie mogli bez siebie wytrzymać. „W momencie gdy uświadomiłam sobie, że jestem w stanie zlikwidować w Krakowie wszystko, co łączyło mnie z miastem, które kochałam, zrozumiałam, że mój związek z Januszem to coś naprawdę poważnego”, opowiadała Elżbieta. Po ponad roku randek Janusz poprosił ją o rękę. Nie wszyscy wróżyli im happy end, bo w środowisku krążyła opinia, że aktor ma słabość do... rozwodów. VIPHOTO/East News Na dobre i na złe Gajos, mimo kilku nieudanych małżeństw, był gotowy dać sobie kolejną szansę na miłość. Po ślubie z Elżbietą nie wszystko jednak układało się po ich myśli. Oboje pracowali tak dużo, że niemal się nie widywali. Nie mieli nawet czasu na wspólny posiłek. „Wyczuwałam, że mąż tego nie akceptuje, ale skoro wcześniej uzgodniliśmy, że każde z nas może robić swoje, nie oglądając się na drugą osobę, konsekwentnie milczał”, wspominała w jednym z wywiadów Elżbieta. W końcu dla dobra małżeństwa zrezygnowała z etatu i została impresario męża. Z klasą kreuje publiczny wizerunek aktora, prowadzi jego kalendarz. Zawodowe ambicje i pragnienia podporządkowała Januszowi. „Moim zdaniem kowalem szczęścia w małżeństwie jest kobieta. Mądre kobiety wiedzą, kiedy ustąpić, a kiedy walczyć o swoje. Jeżeli kobieta ciągnie tylko w swoją stronę, małżeństwo musi ponieść klęskę”, mówiła Elżbieta. Stworzyła Gajosowi prawdziwy dom, jaki pamiętał z dzieciństwa. „Zginąłbym bez Eli. Nie wyobrażam sobie życia bez niej’, powiedział aktor i zdradził, dlaczego to ona prowadzi ich dom i kieruje jego karierą: „Ela jest praktyczną, wzorową poznanianką”. Bartosz KRUPA/East News Za namową żony Gajos zwolnił tempo, przyjmował mniej propozycji zawodowych, rzadziej grał w teatrze. „Umierasz z głodu?”, pytała go Elżbieta, gdy widziała, że za dużo pracuje. Przy niej Janusz zmienił się też jako człowiek. Zanim ją poznał, był zamknięty w sobie i łatwo się denerwował. To Elżbieta dała mu poczucie bezpieczeństwa, dzięki któremu stał się spokojniejszy, bardziej skłonny do kompromisów. „Może dlatego, że z wiekiem łagodnieję”, przyznał aktor. Dzięki żonie rzadziej też zaglądał do kieliszka. „Znam smak alkoholu, wiem, jak działa, ale wiem, że praca z »dopalaczem« zniekształca obraz, który istnieje w naszej wyobraźni. (...) piłem przy różnych okazjach, czasem przesadzałem. Ale nigdy nie myślałem o tym w kategoriach choroby”, wyznał Gajos w „Pani”. Pytany o przepis na małżeńskie szczęście, porównuje relacje między ludźmi do jedzenia. Jest zdania, że „dobra potrawa musi się gotować długo i na wolnym ogniu”. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER Zobacz także: Pamiętacie Morticię z "Rodziny Addamsów"? Grająca ją Anjelica Huston przeżyła prawdziwe piekło Nierozłączni Gajosowie lubią żartować z wzajemnego oddania. Elżbieta z tego, jak pielęgnuje w nim artystę, a Janusz z jej wart przy lodówce, pilnującej jego zdrowej diety. Po zawale serca, który przeszedł kilka lat temu, na prośbę żony rzucił palenie. I choć Gajosowie od ponad 30 lat tworzą udaną parę, zdarzają im się konflikty i gorsze okresy. „Nasz związek nie jest oparty na absolutnej wspólnocie dusz. U nas iskra przeskakuje z jednego bieguna na drugi i dlatego dochodzi do spięć. Na szczęście więcej nas łączy, niż dzieli. Im dłużej jesteśmy ze sobą, tym bardziej nasz związek się zacieśnia”, zdradził aktor, który z żoną wciąż lubi odpoczywać w Toskanii, dokąd pojechali na pierwszy romantyczny wspólny urlop. W jednym z wywiadów wyznał: „Miłość dojrzała jest piękna. Myślę, że generalnie miłość może się udać niezależnie od wieku. Choć z wiekiem się zmienia, staje się dojrzała”. ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER ANDRZEJ IWANCZUK/REPORTER
1. W jakim kraju rozgrywa się akcja utworu?we Włoszech2. Czy utwór jest oparty na faktach?tak3. Jak nazywała się miejscowość, w której mieszkał zawiadowca stacji?Piombino4. Jakie imię otrzymał pies?Lampo5. O jakiej porze dnia pies wracał z domu zawiadowcy na stację kolejową?po kolacji6. W jaki sposób Lampo pomagał pracownikom naprawiającym tory?podawał im narzedzia7. Kto chciał odkupić Lampo od zawiadowcy?właściciel winnicy8. Dlaczego w pewnym momencie pies zaczął rzadziej odwiedzać bufet na stacji kolejowej?chodził do wagonu restauracyjnego ekspresu, gdzie kucharz dawał mu smakołyki9. Jak miały na imię dzieci zawiadowcy?Roberto, Gina i Adele10. Czy Lampo wybrał się kiedyś do Rzymu?tak11. Jakiemu wypadkowi uległ Lampo?przycięły go drzwi od pociągu12. Jaka była charakterystyczna cecha wyglądu Lampo?miał pręgę na grzbiecie13. Jaką najwyższą kwotę za sprzedanie Lampo zaoferował amerykański filmowiec?pięćset dolarów14. Gdzie mieszkał wuj zawiadowcy, do którego wysłano psa?na Sycylii15. Czy psu udało się wrócić z Palermo do Marittimy?tak Powiązane z testem z O psie, który jeździł koleją
Dlaczego pies goni swój ogon? Niektórzy uważają to za wyraz chęci zabawy. Inni, że w zwierzaku budzi się instynkt myśliwego. A jak jest naprawdę? Odpowiedź może zaskoczyć. Dowiedzieliśmy się o zwierzętach prawie wszystkiego, a i tak wiele osób wciąż zadaje pytanie, dlaczego pies goni swój ogon. Jedno jest pewne: pupil pragnie w ten sposób przekazać coś ważnego. Lepiej zachowajcie czujność. Nie zawsze chodzi mu o to samo! Co takiego chce? I jak powinniśmy reagować, jeśli sytuacja zaczyna być niepokojąca? Dlaczego pies goni swój ogon?W najlepszym przypadku powód, dlaczego pies goni swój ogon, jest prosty: po prostu zwierzak się nudzi. Właściciele mogą odetchnąć z ulgą? Bynajmniej! Jeśli zwierzak zaczyna zachowywać się w taki sposób, oznacza to, że brakuje mu uwagi ze strony opiekuna. Pies nosi w sobie tak wielkie ilości niewykorzystanej energii, że zaczyna sobie szukać zajęcia. Gonienie za własnym ogonem może być tylko jednym ze sposobów, jak to zrobić. Dlatego lepiej naprawić całą sytuację i zająć się pupilem jak należy, zanim zacznie drapać albo gryźć meble. Czasami jednak rozwiązanie nie jest wcale takie proste. Kiedy pies goni ogon i piszczy, a nawet gryzie do krwi, sytuacja wygląda o wiele poważniej. Jakie mogą być przyczyny takiego zachowania?Pilne: Nie żyje 25-letni muzyk. Zmarł podczas rutynowego zabiegu, rodzina jest zdruzgotanaGwiazdor TVP uległ tragicznemu wypadkowi. Dramatyczny apel o pomoc, nie jest dobrzeDagmara Kaźmierska jest wściekła na syna. Conan posunął się o krok za daleko, niczego nie da się już odkręcićDlaczego pies gryzie swój ogon do krwi?Jeśli pies chwyta ogon tak mocno, że robi sobie krzywdę, oznacza to, że cierpi na nerwicę natręctw, nazywaną inaczej zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi. Na chorobę są szczególnie narażone owczarki niemieckie oraz bulteriery. Jak oduczyć psa gonienia za ogonem? Najpierw musimy ustalić, dlaczego pies goni ogon. Przyczyn może być wiele. Począwszy od stresu, spowodowanego przeprowadzką lub przeciągającą się nieobecnością opiekuna, zbyt szybkiego odłączenia malucha od jego mamy, po niewłaściwe odżywianie czy brak już wiemy, dlaczego pies łapie swój ogon i wyeliminowaliśmy tę przyczynę, prawdopodobnie zwierzak sam przestanie powielać niewłaściwe zachowanie. Pamiętajmy, że im jest starszy, tym dłużej zajmie nam przekonywanie go do nowych rozwiązań. Jeżeli ani ruch i wzmożona opieka, ani zmiana diety nie pomagają, warto zwrócić się po pomoc do profesjonalisty. W tym przypadku będzie to behawiorysta. Behawiorysta ustali, dlaczego pies goni swój ogon i znajdzie rozwiązanie problemu. Może na przykład zalecić odpowiednie środki farmakologiczne w rodzaju leków psychotropowych. Pamiętajcie, że nie wolno lekceważyć niepokojących objawów. W skrajnych przypadkach dochodzi nawet do ogryzienia kawałka ogona!Czy już wiecie, dlaczego pies goni swój ogon? Odpowiedzialny właściciel nie powinien dopuścić do sytuacji, gdy zwierzak zaczyna się zachowywać w podobny sposób. Niezależnie, czy chodzi o niewystarczającą ilość ruchu, czy poważne zaburzenia, wszystkim problemom najlepiej zapobiegać! ZOBACZ ZDJĘCIA:fot. IanZADlaczego pies goni swój ogon? Najczęściej przyczyna leży w braku TeerasuwatDlaczego pies gryzie swój ogon do krwi? To często zdarza się szczeniętom, które zbyt wcześniej rozstały się z I_Love_Bull_TerriersBulteriery należą do ras, które są bardziej narażone na zaburzenia Tomasz_MikolajczykJak oduczyć psa gonienia za ogonem? Czasami wystarczy częściej wyprowadzać go na violettaDlaczego pies goni swój ogon? Najwyraźniej bardzo mu się nudzi. I to wina opiekuna!Zobacz też:Były teść syna Zenka Martyniuka przerwał milczenie. Jego wyznanie sprawiło, że wielu zaniemówiłoKatastrofa lotnicza u naszych sąsiadów. Co najmniej 20 osób nie żyje, trwa akcja ratunkowaCo się stało z Michałową z ”Rancza”? Marta Lipińska nagle zniknęła z telewizji, teraz wszystko jest jasneGwiazda „Królowych życia” wzięła ślub. Widzowie nie mieli pojęcia, że planuje wyjść za mążPolski „żywy Ken” przed operacjami plastycznymi. Jego stare zdjęcia robią furorę, przecieramy oczy ze zdumieniaOdkrył najlepszy sposób na przygotowanie mięsa, wystarczy włożyć je do mikstury z 3 składników. Nigdy nie smakowało lepiejKoniecznie obejrzyj nieziemsko prosty i szybki przepis na przepyszny posiłek!
O ile reguły przewożenia dzieci w samochodach są jasno sprecyzowane przepisami, to już sposobów na przewóz psa lub kota jest bez liku. Które są bezpieczne dla zwierząt, a których lepiej unikać? Podróże – bliższe i dalsze – z psami lub kotami stały się codziennością. Coraz więcej jest miejsc, w które można pojechać na wakacje z psem. Zdarza się też, że szczególnie trudny przypadek choroby zwierzaka wymaga badań lub konsultacji z lekarzem na drugim końcu Polski albo i za granicą. Uprawiający z psami sport pasjonaci podróżują z nimi niemal co tydzień – na seminaria, warsztaty, zawody. Wolontariusze fundacji zajmujący się adopcjami bezdomnych zwierząt również nie raz, nie dwa muszą przewieźć podopiecznego na dłuższe dystanse, bo wymarzony dom czeka 300 km dalej. Jeździmy z psami na weekendy, na dalsze wycieczki, spacery za miasto. Każda taka podróż obarczona jest ryzykiem wypadku lub kolizji wymagającej gwałtownego manewru. Jak więc zadbać o bezpieczeństwo, by zwierzak w razie zdarzenia nie stanowił również zagrożenia dla nas samych? Jak wieźć psa czy kota? Najpierw przyjrzyjmy się plusom i minusom rozmaitych sposobów stosowanych najczęściej. „Na kolankach” Tak można wieźć psa (mniejszego) i kota (rzadziej). Są psy, które potrafią taką podróż grzecznie przespać na kolanach opiekuna i o ile nic się nie stanie, wszyscy są zadowoleni. Niestety w razie najmniejszego wypadku skutki są podobne jak wówczas, gdybyśmy na kolanach trzymali niemowlę. Zwierzak wylatuje nam z rąk i albo poważnie się obija po samochodzie, albo wylatuje przez przednią szybę, jeśli siedzimy z przodu. Siedzenie z tyłu w niczym nie pomaga – pies może zostać zmiażdżony uderzeniem w przedni fotel. Czy warto jeszcze wspominać, jakie ryzyko dla kierowcy oznacza pies, który jednak postanowi pozwiedzać auto na własną łapę? Szelki plus pas Ten sposób znany jest zwykle posiadaczom większych psów, które podróżują na tylnej kanapie. W sklepach dostępne są specjalnie przeznaczone do samochodu szelki wraz z pasem, który należy wpiąć tak jak wpina się pasy dla ludzi. Teoretycznie tak wieźć psa można bezpieczniej. Rozwiązanie wydaje się niezłe (o ile oczywiście ktoś nie wpadnie na pomysł przypięcia psa za obrożę, a nie za szelki – kręgi szyjne psów są dokładnie tak samo kruche jak ludzkie…). Niestety crash testy obnażają słabość tej koncepcji: w razie ostrego hamowania bądź zderzenia czołowego pies wylatuje z takich szelek jak z procy. Skutki łatwo sobie wyobrazić – zwłaszcza w przypadku psa o wadze np. 25 kg (wciąż bardzo popularny w polskich rodzinach przeciętny labrador waży ok. 40), biorąc pod uwagę, że książka o masie zaledwie 250 g, leżąca na tylnej półce auta, gromadzi tyle energii kinetycznej co pocisk (źródło: Laboratory for Accident Research). Jak to wygląda – można zobaczyć np. tu: Mata z brezentu lub innego tworzywa Przypinana do zagłówków tylnej kanapy i przednich foteli mata tworzy coś w rodzaju rynny. Pies nie może się przedostać na przód auta (oczywiście mniej pomysłowy pies), nie zabrudzi też kanapy. I na tym w zasadzie kończą się zalety tego rozwiązania – przypięcia nie wytrzymują nawet ostrzejszego hamowania, a pies bezładnie lata po całym samochodzie. Plastikowy transporter Rozwiązanie stosowane w przypadku kotów, małych i średnich psów. Niestety znów przeprowadzone testy dowodzą, że poczucie bezpieczeństwa, które daje, jest iluzoryczne. Jeśli klatka stoi na podłodze może ulec zgnieceniu, jeśli jest przypięta pasem na tylnej kanapie, siła nacisku podczas uderzenia jest tak duża, że pęka, a zwierzę z niej wylatuje. Zdarza się też, że cała klatka wyskoczy z pasa i przeleci na przód auta, co może mieć tragiczne skutki dla kierowcy lub pasażera. W bagażniku kombi Ten sposób najchętniej stosują opiekunowie większych psów, szczególnie tych mających upodobanie do kąpieli błotnych. Kratka pomiędzy bagażnikiem a kabiną daje jakieś zabezpieczenie, jednak w razie najechania jakiegokolwiek pojazdu z tyłu nasz przyjaciel nie ma szans uniknąć przynajmniej poważnych obrażeń. Powyższe sposoby są wciąż najpopularniejsze, stąd – szczególnie latem – nie brak rozpaczliwych ogłoszeń o zwierzętach, które w panice uciekły z samochodu, który uległ wypadkowi. Nie brak też niestety przypadków śmierci lub ciężkich obrażeń. Oczywiście każde z wymienionych rozwiązań jest lepsze od pierwszego – czyli przewozu zwierzaka luzem, niczym nie zabezpieczonego. Jednak jak widać wszystkie mają wiele wad. Dlatego producenci akcesoriów dla zwierząt wciąż szukają rozwiązania idealnego. Na dziś wydaje się nim specjalna klatka samochodowa. Zazwyczaj zbudowana jest z prętów aluminiowych i tworzyw sztucznych. Może być zabudowana na stałe lub wyjmowana (montaż nie wymaga zazwyczaj żadnych zmian w konstrukcji samochodu). Gotowa, dostępna w kilku rozmiarach (jak Variocage – jedna z najlepiej przetestowanych, zaprojektowana przez niemieckich inżynierów, lub popularnej marki Trixie) lub zamówiona pod wymiar w dowolnej konfiguracji (polski Omega System). Może być pojedyncza lub podwójna, z zabudowanymi ściankami lub bez. Pies może być w niej dodatkowo przypięty, a sama klatka jest solidnie mocowana i nie przesuwa się. Może też się w niej położyć i doświadczeni psi podróżnicy tak właśnie spędzają czas w drodze. Oto, jak to wygląda (na końcu filmu crashtest) Niestety oczywiście taka klatka jest dość kosztowna – ceny zaczynają się od ok. 1000 zł i sięgają nawet kilku tysięcy złotych. Ale czy bezpieczeństwo najlepszych przyjaciół ma cenę? Magdalena Romańska, właścicielka Fridy i Zefira
dlaczego pies uległ wypadkowi