Metoda 1: Wyszukiwanie przez wspólne znajomości. Jeśli masz wspólne znajomości z osobą, której szukasz na Tinderze, możesz zapytać ich, czy mają tę osobę na swojej liście dopasowań. Wiele osób udostępnia swoje profile na Tinderze swoim znajomym, więc istnieje szansa, że ktoś z Twojego otoczenia będzie miał kontakt z
Zobacz 5 odpowiedzi na pytanie: Jak zagadać do nieznajomego chłopaka, którego mijam codziennie z rana?
Chłopaka znano zarówno w szkole, jak i poza nią, a najładniejsze dziewczyny walczyły o jego uwagę. Jednak niewiele osób wiedziało, że Max nie był zwykłym uczniem. Jego rodzina już dawno stała się zła do szpiku kości. Ludzie, wśród których dorastał, to gangsterzy. Emily i Max mieli zupełnie różne priorytety w życiu.
Bożu ja mam tak samo teraz nie chce mieć rzadnego chłopaka bo cały czas myśle że tego jedynego ktorego spotkałam zobacze jeszcze raz :(
Wiele osób twierdzi, że w obecnych czasach dużo trudniej jest znaleźć drugą połowę, niż miało to miejsce kilkanaście lub kilkadziesiąt lat temu. Kiedyś ludzie więcej czasu spędzali z innymi, byli bardziej otwarci do świata. Natomiast według opinii niektórych, aktualnie większość osób zamyka się na świat, w dyskotekach króluje głównie alkohol, w związku z czym nie …
Mam nadzieję, że w dzisiejszym wpisie znajdziesz wszystkie podstawowe porady, które pozwolą ci na to pytanie znaleźć odpowiedź. Dowiemy się, jak odzyskać faceta, którego się zraniło. Wyjaśnię, dlaczego to nie jest takie proste, oraz przedstawię najczęstsze błędy, których powinnaś unikać. W końcu przedstawię też 5 rzeczy
dqN0CaM. By Katarzyna Smutek Opublikowane 25 Maj, 2020 Rodzinne spotkania, podczas których nieodmiennie pada pytanie o sprawy sercowe młodszej części familii, stały się tak powszechne, że większość z nas choć raz odczuła presję ze strony babci lub mamy, by wreszcie kogoś sobie znaleźć. Babciom i mamom nie należy się dziwić, w końcu jeszcze kilkadziesiąt lat temu życie w pojedynkę było nie do pomyślenia (Czernecka, 2011). Dziś chcemy inaczej, co widać po statystykach – w 2019 roku odsetek samotnych Polaków wzrósł niemal do 20% (Gadomska, 2019). A tam, gdzie pojawiają się trendy, wkraczają naukowcy. Wina zmian społecznych? Socjologowie przyczyn obecnego zjawiska upatrują w przekształconym społeczeństwie (Czernecka, 2011; Palus, 2010). Zniknął tradycyjny podział ról w rodzinie, płeć piękna ruszyła do pracy i całkiem nieźle radzi sobie z rozwijaniem kariery, przez co coraz więcej kobiet odwleka decyzję o macierzyństwie, wiedząc, jak ciężko pogodzić życie zawodowe z prywatnym. Nie bez znaczenia jest wydłużenie okresu edukacji wśród młodych, którzy pozostają w rodzinnych domach i opóźniają w ten sposób wejście w dorosłość, nikogo też już nie dziwi, że żyjemy bez partnera, tworzymy związki kohabitacyjne lub angażujemy się w niezobowiązujące seksualne przygody. Jednak kluczowa wydaje się zmiana wartości – zaczęliśmy stawiać przede wszystkim na własny rozwój, autonomię czy spełnienie marzeń, a relacje postrzegamy przez pryzmat tego, co możemy z nich wynieść dla siebie. Kopmy głębiej Czy w takim razie single stanowią produkt społecznego systemu? Niekoniecznie. Jak pokazują badania Katarzyny Palus (2010), czynniki osobowościowe mogą odgrywać niemałą rolę wśród uwarunkowań braku partnera. Chcąc się przekonać, czy single różnią się czymś od swoich rówieśników będących w związkach, przeprowadziła szereg badań kwestionariuszowych dotyczących stylów przywiązania, umiejętności społecznych oraz doświadczeń w kontaktach romantycznych. Wyszło jej, że osobami samotnymi kieruje wysoki lęk przed odrzuceniem i niski komfort podczas sytuacji intymnych, a ich kompetencje w zakresie nawiązywania oraz utrzymywania relacji są słabiej rozwinięte. Dlaczego? Niewykluczone, że wszystko wynika z braku doświadczenia – będąc jeszcze w szkole, single rzadziej umawiali się na randki, nie przeżywali pierwszych miłości i przeważnie utrzymywali kontakty tylko z własną płcią, przez co ominęła ich możliwość sprawdzenia, jak to jest być z kimś blisko. W rezultacie niewiedza odnośnie tego, co robić w sytuacji sam na sam czy jak zachowywać się podczas randki, może prowadzić do lęku przed takimi sytuacjami. A skoro unika się zaangażowania, jednocześnie traci się szansę na zdobycie odpowiednich umiejętności, których brak nie pozwala na nawiązanie satysfakcjonującej relacji… I tak rodzi się błędne koło. Nie mam, bo… Sami single powodów swojej samotności upatrują w przeróżnych kwestiach (Czernecka, 2011). Są osoby z niechęcią podchodzące do stałego zaangażowania, ponieważ na co dzień obserwują nieszczęśliwe związki swoich przyjaciół, mają za sobą złe doświadczenia, takie jak porzucenie i zdradę, lub małżeństwo ich rodziców nie układało się pomyślnie. Na przeciwległym biegunie znajdują się ci, którzy wierzą w miłość idealną i wciąż szukają swojej „drugiej połówki”, odrzucając kandydatów niespełniających wysokich wymagań. Łączy ich przeświadczenie, że lepiej wracać do pustego mieszkania niż męczyć się z kimś niewłaściwym. Nierzadko też kobiety wolą wieść życie w pojedynkę ze względu na negatywne spostrzeganie współczesnych mężczyzn, którzy według nich boją się partnerek inteligentnych, samodzielnych i na wysokich stanowiskach. Nieśmiałość, niskie poczucie własnej wartości czy trudności w nawiązywaniu relacji z płcią przeciwną cechują kolejną grupę badanych. Często dochodzą do tego nieudane próby znalezienia partnera i brak zainteresowania ze strony tych, z którymi można byłoby stworzyć coś więcej. Co ciekawe, wielu singli nawet nie zadaje sobie trudu, by zainicjować kontakt – szczególnie wśród pań wciąż panuje przekonanie, że pierwszy krok należy do mężczyzny, więc trzeba poczekać, aż miłość sama je odnajdzie. Nie wszyscy jednak na nią czekają. Spore grono osób nie angażuje się w związki z własnego wyboru. Jedni dają sobie czas na oddech po trudnym rozstaniu, drudzy uważają siebie za typ indywidualistów, a jeszcze inni poświęcają się karierze zawodowej lub też własnej rodzinie, twierdząc, że nikt nie pokocha ich tak mocno, jak rodzice. Tak! Jak widać, obraz prawdziwego singla znacząco odbiega od stereotypowego egoisty, dla którego liczy się jedynie kariera i dobra zabawa. Choć nadal brakuje rzetelnych badań o powodach życia bez partnera, dziś już wiemy, że są one zróżnicowane, więc nikogo nie można wrzucić do jednego worka. Wiele osób korzysta z uroków samotności, ale drugie tyle cierpi i często nie rozumie, czemu ich rówieśnicy zakładają rodziny, a oni wciąż nikogo nie spotkali. Być może w przyszłości psychologowie bardziej zainteresują się ich losem, pomogą przełamać lęki czy porzucić nierealistyczne marzenia, by na pytanie: „A chłopaka jakiegoś masz?” mogli odpowiedzieć w końcu: „Tak!”. Bibliografia: 1. Czernecka, J. (2011). Wielkomiejscy single. Warszawa: Wydawnictwo Poltext; 2. Gadomska, H. (2019). Już 7,5 mln singli w Polsce. Co sprawia, że wiele osób pozostaje samotnymi? 3. Palus, K. (2010). Wybrane psychologiczne uwarunkowania braku partnera życiowego w okresie wczesnej dorosłości. Poznań: Wydawnictwo Naukowe Wydziału Nauk Społecznych Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
Tu nie ma miejsca na cud, tu narodziny dziecka to czarna rozpacz, rozpacz tak wielka, że nie jesteś w stanie jej w sobie pomieścić. Nagle, z bezpiecznego miejsca, twoje dziecko zostaje wyrwane zdecydowanie za wcześnie, nie jest jeszcze przygotowane do życia po tej stronie, nie miało czasu oswoić się z tym, że znajdzie się tu – w świecie, w którym nie wiadomo, czy przeżyje, które jest dla niego pełne bólu, samotności, chłodu, jest tak wrogie, że najchętniej by się poddało i uciekło. Bo przecież nie wie, o co walczy, nie wie, że gdy jemu ratują życie, gdzieś, kilka sal dalej, jego mama wybudza się z narkozy i modli się całą sobą o cud… „Od ośmiu lat walczę” To był 23 tydzień ciąży… Pierwsze dziecko, wszystko miało być takie piękne, cukierkowe i różowe. Bo dlaczego nie? Oczekiwanie na kogoś, kto daje znać o swoim istnieniu kopiąc w nasz brzuch, jest nadzieją na to, że zmieni nasze życie na pełniejsze i jeszcze szczęśliwsze. – Okazało się, że mam rozwarcie, lekarz natychmiast skierował mnie do szpitala, a tam godziny oczekiwań na przyjęcie. Pielęgniarka mówi do mnie: „Jak poczuje pani bóle parte, proszę nas wołać”, a ja nie wiedziałam, co to są bóle parte, nie zdążyłam nawet być na zajęciach w szkole rodzenia. Poza tym, jakie parte, przecież wszystko będzie dobrze, poleżę do końca ciąży w szpitalu i nic złego się nie stanie – opowiada Aneta. Bóle parte pojawiły się kolejnego dnia. Aneta usłyszała od lekarza: „Przykro mi”, szpital nie ratował tak wcześnie urodzonych dzieci. – Miałam rodzić naturalnie, ale w wodach pojawiła się krew, podjęto decyzję o cesarskim cięciu, krzyczałam tylko: „Błagam, ratujcie moje dziecko”. Nina urodziła się sina… Zobaczyłam ją dopiero w trzeciej dobie, bo byłam tak pocięta, że kiedy próbowałam wstać, żeby do niej pójść, z bólu traciłam przytomność. Słyszałam nieustannie od lekarzy i pielęgniarek, że dzisiaj to ona już na pewno umrze… Toruński szpital,w którym rodziła Aneta, osiem lat temu nie miał warunków do ratowania wcześniaków. Nina ważyła 550 gramów po urodzeniu, jej waga spadła jednak do 430… Ale żyła, kolejny i kolejny dzień, po dziesięciu dniach przewieziono ją do Bydgoszczy. Przez jedenaście miesięcy nie wychodziła ze szpitala – leżała w Bydgoszczy, Gdańsku, Krakowie. Jej stan był nieustannie krytyczny, a Aneta na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego. – Całe dnie spędzałam w szpitalu. W szpitalu, gdzie nie było dla mnie miejsca. Ze wszystkim torbami, z cyckiem na wierzchu i laktatorem w ręce siedziałam na krześle przy inkubatorze. Kiedy pozwolono mi ją dotknąć, bałam się pogłaskać chociażby małym palcem, żeby jej skóra nie przykleiła się do mojej. Co może czuć matka, której dziecko codziennie umiera? Każdego dnia jedziesz do szpitala, patrzysz na te wszystkie rurki powpinane w twoje dziecko, na monitory… To życie w permanentnym strachu, to złe wiadomości – jedna za drugą, że twoje dziecko prawdopodobnie nigdy nie będzie widzieć, ma tak duży niedosłuch, że nie usłyszy przejeżdżającego obok niej pociągu. Ale ty siedzisz przy niej i jej śpiewasz, i czytasz i opowiadasz, mając nieustannie nadzieję, że coś się jednak zadzieje, że ta karta się odwróci. Że twoje dziecko będzie żyć. Aneta po 11-ty miesiącach zabrała Ninę ze szpitala na własne żądanie. – Od urodzenia nie była w domu, jej rzeczywistość to jedynie ta szpitalna. Lekarze nie wiedzieli, czy sobie poradzimy, przecież ona cały czas leżała na intensywnej terapii, ale ja ważyłam już 40 kilogramów. Nie miałam siły, a w szpitalach widziałam różne tragedie. Często wcześniaki były bez opieki, bo rodzice zajmowali się dziećmi w domu… A ja za Niną wszędzie jeździłam, mąż ile mógł – pomagał. Nie było łatwo, to był straszny czas. Chciałam być w domy, mieć więcej spokoju i by Nina ten spokój odnalazła, by czuła, że jest u siebie, otoczona opieką najbliższych jej osób. Nina ma dziś osiem lat. Nie widzi, nie słyszy, nie gryzie pokarmów, przez siedem lat karmiona była sondą, od roku przełyka samodzielnie płyny, ale trzeba uważać, żeby się nie zakrztusiła. Przez siedem lat nieustannie była na tlenie. – Spędzałam z nią 24 godziny, bałam się wyjść do toalety, bo wszystko mogło się zdarzyć, Nina mogła się udusić własną śliną. Nie mogliśmy znaleźć pielęgniarki, która pomogłaby w opiece nad córką, bo to bardzo duża odpowiedzialność. Ostatecznie po moich błaganiach jedna pani się zgodziła, do dzisiaj do nas przyjeżdża. Ale nadal nie mogę wyjść do sklepu, kiedy chcę, bo każde wyjście to zapakowanie Niny do wózka, butli z tlenem, ssaka, gdyby się zakrztusiła. Nasze życie podporządkowane jest jej rehabilitacji, którą ma kilka razy dziennie, a my widzimy jej postępy. Przełyka, choć zupę je pół godziny, oddycha w ciągu dnia samodzielnie, próbuje się komunikować. Sprawdzałam – jest dzisiaj najdłużej w Polsce żyjącym wcześniakiem urodzonym w 23. tygodniu – mówi Aneta i podkreśla, że zawsze widziała w swojej córce potencjał, zawsze wierzyła, że można z niej wykrzesać więcej, trzeba tylko stworzyć jej możliwości. Wiele decyzji trochę wymuszonych na lekarzach podejmowała intuicyjnie obserwując swoje dziecko. – Pamiętam te długie godziny na szpitalnych korytarzach, kiedy chodzisz i oglądasz zdjęcia dzieci z podziękowaniami dla lekarzy za uratowanie im życia. Widzisz dziecko z 26 tygodnia, z 28-ego, 24-ego, ale wśród nich nie ma tak przedwcześnie urodzonego jak twoje dziecko… A tam, za ścianą, walczą o jej życie i nie wiesz, czy ona przeżyje… Możesz mieć jedynie nadzieję. Tę nadzieję dają zdjęcia, dlatego Niny fotografie też wiszą w szpitalach, w których była, żeby rodzic, który tak jak ja drętwieje z przerażanie, mógł zobaczyć, że to jest możliwe, że być może jego dziecko będzie żyć… Rehabilitacja Niny to koszt stu tysięcy złotych rocznie, jeśli nie ma w tym czasie dodatkowych operacji. – To przedsięwzięcie, która upadla i poniża. Trzeba mieć w sobie ogromną pokorę, żeby prosić o pieniądze na leczenie swojego dziecka. To nie jest proste. Co roku wysyłamy pół tysiąca kartek do osób, które nas wspierają – opowiada Aneta. Zyskuje się nowe znajomość, przyjaźnie, jednak często zawodzą najbliżsi. – Z moją mamą nie rozmawiam od pięciu lat, po tym, jak powiedziała mi, żebym Ninę oddała do hospicjum, a sama ułożyła sobie życie na nowo. Chore dziecko to też kryzys w związku, który czasami trudno przezwyciężyć. – To cholernie trudne być razem, być blisko, kiedy wszystko – całą energię, cały czas poświęcasz swojemu dziecku. Nawet wyjście do kina, to i tak nieustanne zerkanie w telefon, SMS-y, rozmowy. Na wakacjach nie byliśmy od ośmiu lat, pracuje tylko mój mąż, bo ja zajmuję się Niną – mówi Aneta. Ale też przychodzi bunt, przychodzi tak potworne zmęczenie i rezygnacja, kiedy masz dosyć, kiedy nie masz już siły, kiedy trudno znaleźć ci motywację. – Poszłam na terapię, bo nie dawałam już sobie sama ze sobą rady. To tam zrozumiałam, że ja też jestem dla siebie ważna, że muszę nie tylko walczyć o córkę, ale też o siebie. Poszłam na studia, gdzie bardzo długo nie mówiłam prawdy o sobie, miałam dość postrzegania mnie przez pryzmat matki chorego dziecka. Chciałam „normalnie” funkcjonować. Dzisiaj wiem, że zdrowy egoizm jest potrzebny każdemu, że niezwykle ważne jest znalezienie siebie i wysłuchanie swoich potrzeb. Założyłam portal który jest miejscem dla wszystkich tych, którzy pomocy potrzebują i swoją pomocą chcą się dzielić. To taki mój świat, coś co robię dla siebie, w czym się realizuję, w czym chcę się rozwijać. Drugie dziecko? – Wiele osób się o to pyta, ale kiedy? Co, jeśli ciąża okaże się zagrożona, co jeśli będę musiała leżeć w domu? Kto wtedy zajmie się Niną? Co powiem swojemu zdrowemu dziecku, kiedy ono spyta, dlaczego jak inne dzieci nie jedziemy na wakacje? Bo potrzebne są pieniądze na rehabilitację jego chorej siostry… Nie mogę, nie potrafię… – Anecie łamie się głos. Co jest najtrudniejsze? Zdaje się, że brak światełka w tym tunelu. Tu nie jest tak, że pomyślisz: „Jeszcze pięć lat, wytrzymaj pięć lat i wszystko będzie dobrze”. – Kiedy myślisz o tym, czy ta intensywna opieka nad Niną i jej rehabilitacja kiedyś się skończy, to wiesz, że koniec oznacza tylko jedno… I przestajesz o tym myśleć. „Bałam się ją pokochać” Antosia miała nigdy się nie urodzić. – Skierowano mnie na plastykę szyjki macicy, która skończyć się miała prawdopodobnie jej usunięciem. Wyznaczono mi datę operacji, ale kiedy zjawiłam się w szpitalu, okazało się, że jestem w ciąży. Kilka miesięcy wcześniej, w 20-tym tygodniu urodziłam Zosię, która zmarła… – opowiada Ewelina. Lekarz uprzedzał, żeby tą niespodziewaną ciążą nie cieszyć się, bo w Eweliny przypadku nie było wiadomo czy w ogóle uda się ją donosić. „Dzisiaj jest, jutro może jej nie być” – usłyszała. – Kiedy po 12-tym tygodniu zaczęło się krwawienie, miałam dość, nie chciałam przeżywać jeszcze raz tego samego co z Zosią. Ale założono mi szew, na zmianę leżałam to w domu, to w szpitalu. I kiedy na kilka dni mnie wypisano, a ja czułam się naprawdę świetnie, odeszły mi wody. To był 27 tydzień. Lekarz prowadzący podjął ważna dla życia Antosi decyzję – by zakończyć ciążę cesarskim cięciem. – Pani anestezjolog powiedziała, że nie uśpi mnie dopóki na sali nie będzie respiratora i inkubatora. Jestem jej za to ogromnie wdzięczna, bo myślę, że dzięki temu Antośka żyje. Urodziła się w okropnej zamartwicy, dostała tylko jeden punkt w pierwszej minucie życia, później już nawet jej nie punktowano, bo od razu była reanimowana, intubowana, została tylko zważona, nie było czasu nawet jej zmierzyć. Ewelina zobaczyła córkę dobę po porodzie. – Byłam przekonana, patrząc na dzieci w inkubatorze, że moja córka to ta po lewej stronie z czarną czupryną. Czekaliśmy cierpliwie, ale ja nie mogłam oderwać wzroku od tamtego inkubatora. Okazało się jednak, że Antosia leżała na środku sali, taka malutka, przezroczysta, było widać jej żyły, jelitka… – Leżała na tym samym boku, co nasza Zosia, wyglądała bardzo podobnie… Wróciły do mnie wszystkie wspomnienia, nie chciałam na nią patrzeć, nie chciałam jej oglądać, dotykać. Inne mamy siedziały przy swoich dzieciach godzinami, a ja byłam na swojej sali i płakałam. Tak bardzo się bałam, że znowu stracę dziecko, nie chciałam się do niej przyzwyczaić, nie chciałam jej pokochać, bo drugi raz bym tego nie przeżyła. Przychodził do mnie brat zakonny i rozmawiał tłumacząc, że bez względu na to, co się stanie, czy będzie dobrze czy źle, to ja powinnam z nią być. Ewelina po czterech dniach wyszła do domu. Nie mogła znaleźć sobie miejsca… W domu nie było ubranek dla dziecka, nie czekało na nie łóżeczko. – Gładzisz się po brzuchu, w którym powinno być jeszcze maleństwo i nagle dociera do ciebie, że jego już tam nie ma, że zostało w szpitalu, że urodziło się będąc zupełnie na to nieprzygotowanym. Poprosiłam męża, żeby zawiózł mnie do szpitala, że nie mogę pozwolić, by nasza córka była tam sama. Pomimo ogromnego strachu zakochiwałam się w niej, każdego dnia oswajałam się z tym, jak jest, żeby przestać się przed nią bronić. Z każdą kolejną złą wiadomością czułam, że kocham ją coraz bardziej, że chcę o nią walczyć, że chcę walczyć o jej życie, że nie wyobrażam sobie jej stracić. A przecież nie raz jej życie było zagrożone. Wchodzisz o siódmej rano na salę, a przy inkubatorze stoi cały personel i już wiesz, że coś jest nie tak. Wypraszają cię z sali, bo tam reanimują twoje dziecko, tam walczą o to, by przeżyła, a ty przez półtorej godziny chodzisz po korytarzu i nic nie możesz zrobić, nic, kiedy twoje dziecko umiera. I słyszysz, że zapalenie płuc, że problemy z sercem, że są wylewy krwi do mózgu, retinopatia… Siedziałam na sali od siódmej rano do 22-iej. Opowiadałam jej o wszystkim, o psie, o rodzeństwie, o tym, co babcia ugotowała na obiad, co ja zrobiłam. Pielęgniarki się śmiały, że wszystko jej mówię. Żyłam w ciągłym strachu. Zamierałam podczas kąpieli Antosi w szpitalu, bo ta nie mogła trwać dłużej niż minutę, bo tylko na tyle dziecko odpinane było od respiratora. A ty stoisz – patrzysz na dziecko, na zegarek, czy pielęgniarki zdążą, żeby nie doszło do niedotlenienia mózgu… Antosia wyszła ze szpitala trzy miesiące po urodzeniu w stanie wpisanym jak „dobry”. Rodzice wcześniaków niemal zawsze podkreślają, że wraz z wypisem zostają pozostawieni sami sobie, ewentualnie z listą specjalistów, do których powinni się z dzieckiem zgłosić. To nieustanne ustalanie wizyt, które nie mogą czekać, a ty słyszysz, że dopiero za pół roku możesz z dzieckiem przyjść. Więc idziesz prywatnie, robisz prywatnie badania. – Miało być tak, że na hasło wcześniak, dzieci szybciej dostają się na wizytę do specjalisty, ale to nie funkcjonuje. Patrzysz tylko w kalendarz zastanawiając się, czy aby na pewno dzisiaj czeka was tylko jedna wizyta, pilnujesz terminów i płacisz za każdą opinię, diagnozę, zalecenia. Dzisiaj Antosia ma cztery lata. Jest rezolutnym dzieckiem. Walka o jej zdrowie skutkowała dla Eweliny koszmarem jej karmienia. 15 mililitrów mleka potrafiła pić przez godzinę. – Wypijała kroplę, brałam ją na ręce, nosiłam, jak przełknęła – kolejną kroplę. Nie chciałam, żeby wróciła na sondę. Nie wiem, jak dałam radę. Teraz Antosia mówi, chodzi, jest dziewczynką o przepięknych oczach ze stwierdzonym w ostatnim czasie spektrum autyzmu. Emocjonalnie nie jest gotowa na pójście do przedszkola, ale jest coraz bardziej ciekawa nowych ludzi. – Czasami tylko jest mi strasznie przykro, gdy Antośka wpada w swój szał, zaczyna krzyczeć i piszczeć, bo idziemy nie w tę stronę, w którą ona by chciała, a do mnie podchodzi jakaś pani i mówi: „No żeby pani nie potrafiła sobie poradzić z takim małym dzieckiem”… Ale później przychodzi wieczór, kiedy pyta: „Mamusiu – jest miłość?”. „Jest, kochanie”. „Śmierć dziecka nie ma sensu” W obchodzonym dzisiaj Dniu Wcześniaka mówi się najczęściej o tych dzieciach, którym się udało, rodzice dzielą się zdjęciami, wymieniają gratulacjami, na oddziałach wcześniaków organizowane są spotkania, rozmowy. – Co roku jesteśmy na oddziale neonatologicznym w Bydgoszczy, gdzie ratowano Ninę, każdego roku płaczę wchodząc tam, bo wracają wszystkie wspomnienia – mówi Aneta. Joanna Piątek – Perlak pracuje jako psycholog z rodzicami wcześniaków – tych, którzy walczą o życie i tych, którzy przeżyli stratę dziecka – tak jak ona. – Zuza urodziła się w 28 tygodniu ciąży. Była maleńka, bo ważyła 550 gram… Wtedy nie wiedziałam, jakie trudne i ciężkie było dla niej wejście w życie. Była dzielną dziewczynką, walczyła przez pięć tygodni… Ale tak jak z wcześniakami, tak i z nią niczego nie mogliśmy być pewni, ich stan zmienia się właściwie co godzinę. Jednego dnia masz nadzieję, że już jest dobrze, a kolejnego przychodzi kryzys, który zabiera nam dziecko. Lekarze nigdy nie mówią rodzicom, że jest dobrze, że będzie dobrze. Ja jednak przez pięć tygodni wierzyłam, że damy radę. Był moment, kiedy uchwyciłam się tej nadziei, że przecież wyjdziemy do domu, że ze wszystkim sobie poradzimy… Aż przyszedł dzień, w którym moja córka zmarła… To było moje pierwsze dziecko, myślałam, że skoro w życiu wszystko mi wychodziło, to ta ciąża też musiała wyjść, z dzieckiem też musiało być wszystko w porządku. Zupełnie nie potrafiłam poradzić sobie z tym, co się stało. Borykałam się z ogromnym poczuciem winy, byłam przekonana, że to ja coś zawaliłam, że to wszystko stało się przeze mnie. Przepraszałam mojego męża, moich teściów… Nie radziłam sobie z żałobą po takiej stracie… Aż przyszedł moment decyzji o kolejnym dziecku. Dość szybko. Rok później Joanna zaszła w ciążę i tym razem urodziła w terminie chłopca – Tadeusza. Na oddziale, na którym leżała Asia, na kilka dni przed rozwiązaniem, spotkała kobietę, u której wystąpiło duże prawdopodobieństwo, że urodzi wcześniaka. – Przestępowałam z nogi na nogę zastanawiając się, czy mogę się wtrącić, porozmawiać. Nie wytrzymałam. Opowiedziałam jej swoją historię, mówiłam o swoich lękach, emocjach, o poczuciu winy – do dzisiaj mamy kontakt ze sobą. A gdy urodził się Tadeusz, do porodu przyszła mama ze zmarłym dzieckiem. Ta historia tak mną wtedy wstrząsnęła, że nie umiałam tej kobiety zostawić z tym samej, przecież ja też przeżyłam stratę dziecka. Doskonale pamiętam, że to była mama małej Kalinki. Objęłam ją opieką, podzieliłam się swoimi doświadczeniami, miałam poczucie, że naprawdę jej pomogłam. Wcześniej Joanna pracowała w korporacji, w dziale HR, ale po powrocie z Tadeuszem do domu zrozumiała, że chce pomagać innym, że chce zająć się rodzicami, którzy stracili swoje dzieci i tymi, które o nie walczą, przez tygodnie, miesiące, czasami lata, a ich walka, bywa, że kończy się śmiercią dziecka. – Wiedziałam, że muszę to robić, że rodzice nie otrzymują żadnego wsparcia, bo wszyscy skupiają się na ratowaniu dziecka, na wizytach u specjalistów, na kolejnych etapach walki o życie, o zdrowie, a nikt nie zajmuje się rodzicami. Zapominamy o mamach, które przechodzą traumę, które mają żałobę po utraconej ciąży, po zabranym czasie, po stracie marzeń na temat cudownego i szczęśliwego macierzyństwa, które ciężko je doświadcza. Historia zatoczyła koło – dzisiaj Joanna pracuje na oddziale neonantologicznym Górnośląskiego Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie ratowano jej córkę i gdzie Zuzia zmarła. – Wiedziałam, że tu muszę wrócić, czułam, że to moje miejsce, Zuza tu była leczona, tu ratowano jej życie, tutaj odeszła, więc ja jestem po to, żeby pomagać takim, jak ja, która cztery lata temu tej pomocy nie otrzymała, bo nie było miejsca, czasu na pomoc psychologiczną. Mam ogromne poczucie sensu i sprawiedliwości. Moją żałobę zakończyłam. Moje koło się zamknęło. I wiem, że bardzo trudno jest mówić o śmierci dziecka, bo żadna śmierć dziecka nie ma sensu. Dzieci nie powinny umierać, powinny być szczęśliwe i zdrowe. Mam jednak świadomość, że to co teraz w życiu mam, mam dzięki mojej córce. Oswoiłam śmierć dając innym to, co mogę dać. Każdego dnia przeprowadzam trudne rozmowy z rodzicami wcześniaków, kiedy wiem, że pomóc można już tylko im, nie dziecku. Wtedy sobie myślę, wszystko stało się po to, żebym była w tym miejscu, w którym jestem z ogromnym poczuciem sensu tego, co robię. Każdy wcześniak mnie wzrusza, każdy wcześniak jest dla mnie cudem, ale też wiem, co czeka jego rodziców, bo też przez to przeszłam. To, co robię jest namacalną obecnością mojej córki, której nie ma. Dzień Wcześniaka dla wielu kobiet, to dzień, kiedy chciałyby się schować, zapomnieć. To te mamy, których wcześniaki nie przeżyły, które wypisują się z grup wcześniaczych, bo nie są w stanie udźwignąć tych wszystkich zdjęć i najdrobniejszych sukcesów innych dzieci i radości rodziców. O nich w tym dniu też powinniśmy pamiętać… O Ninie poczytacie więcej na Wcześniak Nina, o Antośce na Codzienność z wcześniakiem, a Joanna Piątek – Perlak pisze TUTAJ.
Instagram @lala_laluna_official Laluna Z "Królowych życia" zaskoczyła internautów wyznaniem o partnerze! "Czy ja dobrze widzę?" - dopytywali fani, po tym, co pokazała na Instagramie. Kasia Alexander czyli Laluna z "Królowych życia" korzysta ze zdobytej dzięki TTV popularności i jest bardzo aktywna w sieci. Są jednak sfery życia, o których mówi rzadko i zdawkowo. Jedną z takich kwestii są jej partnerzy - byli i obecni. Tym razem jednak zdecydowała się szczerze odpowiedzieć na pytanie od fanów dotyczące związku! To pierwszy raz od dawna, kiedy mówi o swoim... ukochanym? "Królowe życia": Laluna pochwaliła się partnerem? Laluna z "Królowych życia" jest dla widzów postacią bardzo kontrowersyjną - jedni ją uwielbiają, drudzy nie do końca rozumieją jej zachowanie oraz zamiłowanie do operacji plastycznych. Trzeba przyznać, że koło gwiazdy TTV nie da się przejść obojętnie! Laluna z "Królowych życia" wyznała, że "chciałby mieć twarz tak ładną, jak z filtrami" i ciągle do tego dąży. Jej kalendarz wypełniony jest po brzegi kolejnymi wyjazdami do klinik, gdzie wciąż poprawia "niedoskonałości". Jakiś czas temu Laluna zdecydowała się również na metamorfozę zębów i jak zapowiada, to dopiero początek. Wydawać by się mogło, że fani wiedzą sporo o swojej ulubienicy. Chociaż Laluna z "Królowych życia" wydaje się nie mieć przed internautami zbyt wielu tajemnic to nie chętnie opowiada o swojej rodzinie oraz życiu miłosnym. Tym razem zrobiła jednak wyjątek i odpowiedziała na jedno z pytań od obserwatorów. - Can I be your sugardaddy? (Czy mogę być twoim sponsorem? - przyp. red) - zapytał jeden z internautów. - You need to talk to my boyfriend (Musisz pogadać z moim chłopakiem - przyp. red) - odpowiedziała Laluna. Zobacz także: "Królowe życia": Laluna w szczerym wyznaniu. "Zawiodłam. Wylałam potężną ilość łez" Instagram @lala_laluna_official Fani Laluny z "Królowych życia" od razu zwrócili uwagę na to wyznanie, ponieważ nie mówiła wcześniej o żadnym nowym związku. Pod jednym z najnowszych wpisów pojawiły się komentarze, w których internauci zaczęli dopytywać o szczegóły relacji. - Czy ja dobrze widzę na story? Masz faceta? 🔥❤️ - Widziałam stories 🔥❤️ babo, jak ja się cieszę 😍 Laluna nie zdecydowała się jednak odpowiedzieć na żaden z komentarzy. Gwiazda "Królowych życia" zdaje się być konsekwentna w swoim postanowieniu i nie zamierza opowiadać o życiu prywatnym, tym samym narażając bliskich na komentarze w sieci. Dobre posunięcie? Dagmara z „Królowych życia” ma nowego partnera! Kim jest jej ukochany? Dagmara Kaźmierska w końcu się zakochała! Kim jest jej wybranek? Czyżby chodziło o… Jacka? Dagmara Kaźmierska popularność zyskała dzięki udziałowi w kontrowersyjnym show TTV „Królowe życia”, gdzie przedstawiana jest jako bezkompromisowa, czerpiąca z życia to co najlepsze kobieta, która po latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych na nowo odnalazła siebie w rodzinnym Kłodzku. To tam razem ze swoim ukochanym synem Conanem oraz przyjaciółmi Edzią i Jackiem wiedzie beztroskie życie tytułowej „królowej życia”. Choć Kaźmierska była skazana prawomocnym wyrokiem za udział w zorganizowanej grupie przestępczej trudniącej się sutenerstwem, dawne życie nie przeszkadza jej w robieniu kariery. Dagmara od 7. sezonów „Królowych życia” podbija serca widzów TTV swoim poczuciem humoru, ciepłem, zabawnymi i trafnymi komentarzami oraz lojalnością wobec najbliższych. Wyświetl ten post na Instagramie. Post udostępniony przez Dagmara Kaźmierska (@queen_of_life_77) Cze 20, 2019 o 1:10 PDT Pomimo iż ostatnie miesiące nie były dla „królowej” łatwe, ponieważ jej sielankowe życie przerwał poważny wypadek samochodowy, w wyniku którego zostały uszkodzone jej nogi, gwiazda TTV powoli wraca do formy. Niedawno w finałowym odcinku 7. sezonu „Królowych życia” mogliśmy śledzić, jak najlepsza przyjaciółka Dagmary – Edzia bierze ślub ze swoim partnerem Adasiem. Teraz wreszcie przyszedł czas na to, by i Dagmara znalazła miłość . Kim jest jej nowy ukochany? Dagmara z „Królowych życia” ma nowego partnera Nie da się ukryć, że Dagmara Kaźmierska należy do najbarwniejszych bohaterek „Królowych życia”, gdzie przed kamerami dzieli się z widzami najbardziej intymnymi szczegółami ze swojego życia. To właśnie za pomocą show TTV mogliśmy śledzić jej wzloty i upadki, a prawdopodobnie już niedługo w programie pojawi się kolejna postać – nowy ukochany Dagmary.... @lala_laluna_official, Instagram Laluna z "Królowych życia" ma nowego partnera?! "Zawsze mam najprzystojniejszych facetów" Kasia "Laluna" Alexander ma za sobą burzliwy związek i jeszcze bardziej burzliwe rozstanie. W sercu kontrowersyjnej "Królowej życia" pojawił się ktoś nowy? Celebrytka w końcu odpowiedziała! Laluna to zdecydowanie jedna z najbardziej kontrowersyjnych uczestniczek "Królowych życia", które widzowie mogli poznać przez wszystkie edycje uwielbianego reality-show. Kasia Alexander od początku przestawiła się jako niezwykle pewna siebie, energiczna i barwna kobieta, która otwarcie mówiła o swoim zamiłowaniu do medycyny estetycznej i za nic miała opinie innych. Choć celebrytka jest bardzo aktywna w mediach społecznościowych, niektóre fakty ze swojego życia trzyma w ścisłej tajemnicy. Na początku ubiegłego roku Laluna potwierdziła swoje rozstanie z Gabryelem Vincenzo, który razem z nią gościł na antenie TTV. Dziś jej serce znowu jest zajęte? Laluna z "Królowych życia" ma partnera? Ubiegły rok dla Laluny zaczął się od miłosnych zawirowań. Właśnie wtedy, na początku stycznia, bohaterka "Królowych życia" zamieściła na swoim Instagramie wymowny post, po tym, jak internauci wysyłali jej zdjęcia jej partnera - Gabryela Vincenzo - z inną kobietą. Dostaje mnóstwo wiadomości postów zdjęć itd. A więc odezwę się w tym temacie, jak już wiecie tak jak szybko pojawił się mój były partner po 6 miesiącach rozstania po raz kolejny w moim życiu tak tez szybko znikł , co było szokiem jak i dla ludzi taki i dla mnie! - pisała wtedy celebrytka. Co więcej od tego czasu w mediach społecznościowych Kasi Alexander nie pojawiło się zdjęcie z żadnym mężczyzną, które mogłoby wskazywać, że Laluna znowu jest zajęta. Teraz jednak temat partnera powrócił - co ciekawe przy okazji hejtu, z którym ponownie musiała zmierzyć się bohaterka "Królowych życia". Kontrowersyjna celebrytka nie raz była oceniania przez internautów za swój wygląd czym, jak sama przyznaje, wcale się nie przejmuje. Kiedy jednak dostała... lala_laluna_official/Instagram Laluna z "Królowych życia" wreszcie pokazała brzuch! "Troszkę mi się schudło" Laluna z "Królowych życia" mimo że ubiera się bardzo ekstrawagancko, rzadko tak naprawdę pokazuje nagie części swojego ciała. W końcu po raz pierwszy pochwaliła się swoim brzuchem. Zaskakujący widok! Laluna jest znana ze swojej miłości do medycyny estetycznej. Kasia nie raz mówiła o swoich operacjach, podkreślając że realizuje idealną wersję siebie. Celebrytka chce się podobać przede wszystkim sobie i dlatego zdecydowała się na szereg zmian spod ręki chirurga. Jak na polskie standardy sylwetka Kasi jest bardzo oryginalna. Mimo że gwiazda TTV chwali się swoimi operacjami i opowiada o nich, rzadko tak pokazuje efekty zabiegów, odkrywając choć trochę ciała. Tym razem jednak uchyliła rąbka tajemnicy, ponieważ chciała pochwalić się swoim nowym tatuażem na brzuchu. Laluna ma płaski brzuch? Gwiazda TTV pokazała zdjęcie, na którym jej brzuch jest idealnie płaski. Laluna może pochwalić się także piękną, mocno wciętą talią. Sama jednak nieco żartuje ze szczupłego brzucha. Troszkę mi się schudło 😂 - podpisała swoje najnowsze zdjęcie. Wiadomo, że od jakiegoś czasu Laluna trenuje sztuki walki, jednak prześmiewczy emotikon sugeruje raczej, że efekt płaskiego brzucha królowa życia uzyskała dzięki operacji odsysania tłuszczu. W lutym Laluna udała się do Turcji, gdzie dokonała kolejnych poprawek na swoim ciele. Robiony zabieg odsysania bardziej nóg, z tyłu ręce i plecy górne. Kocie oczy, lifting ust, lifting brwi, lifting policzków, czyli podciąganie. Nos, ale tylko czubek nosa mniejszy leciutko, zadarty do góry. Liposukcja mocna podbródka. Jeśli zaś chodzi o brzuch, to Laluna także nad nim pracowała w gabinecie medycyny estetycznej. Kiedyś fan zarzucił jej, że układ mięśni, który ma jest nienaturalny. Laluna odpowiedziała krótkim zdaniem: Możliwe nie znam się, tak kazałam zrobić wiec tak mi zrobili 😘 A jak Wam się podoba płaski brzuch Laluny? Zobacz także: "Królowe życia": Kiedy Laluna zrobiła... @lala_laluna_official, Instagram Laluna z "Królowych życia" ma piękną córkę. Czemu nie pokazuje jej w programie? Fani "Królowych życia" córkę Laluny, mogli zobaczyć w programie jako małą dziewczynkę. Dlaczego celebrytka teraz ukrywa nastolatkę przed kamerami? Odpowiedziała. Kasia Alexander, znana jako Laluna, dzięki kontrowersyjnemu hitowi TTV - "Królowym życia" zdobyła niebywałą rozpoznawalność. Co więcej, celebrytka nie tylko wpuściła kamery stacji do swojej codzienności, ale też ochoczo prowadzi swoje instagramowe konto, które śledzi już ponad 307 tys. osób. I choć ekscentryczna celebrytka chętnie dzieli się ze swoimi obserwatorami kolejnymi metamorfozami, odważnymi stylizacjami i doświadczeniami związanymi z operacjami plastycznymi oraz zabiegami medycy estetycznej, to od pewnego czasu postanowiła trzymać swoją dorastającą córkę z dala od blasku fleszy. Dlaczego? Zobacz także: Nastoletnia córka Laluny z "Królowych życia" już planuje operacje plastyczne? Gwiazda TTV odpowiedziała Dlaczego córka Laluny nie występuje w "Królowych życia"? Laluna to obok Dagmary Kaźmierskiej i Izabeli Macudzińskiej największa gwiazda "Królowych życia". Nic więc dziwnego, że jej fani nie tylko z napięciem wyczekują kolejnych odcinków z udziałem swojej ulubienicy, ale też bacznie śledzą jej media społecznościowe w nadziei, że kochająca tatuaże i medycynę estetyczką Kasia, zdradzi w sieci coś więcej niż to, co pokazuje na antenie TTV. To właśnie za pośrednictwem jej instagramowego konta dowiedzieliśmy się, jak wyglądają naturalne włosy Laluny , poznaliśmy szczegóły operacji jej brzucha , a nawet dowiedzieliśmy się o stracie jej ojca, przerażającym wypadku samochodowym, z którego Laluna ledwo uszła z życiem , czy o jej chorobie z dzieciństwa. Nic więc dziwnego, że jej fani mają ochotę na więcej i zadają swojej idolce coraz śmielsze pytania. Ostatnio Kasia po raz kolejny postanowiła zorganizować dla swoich fanów instagramowe "Q&A", podczas którego odpowiedziała na najbardziej...
Pasja jest jak miłość. Rzadko kiedy zdarza się od pierwszego wejrzenia. Na ogół przychodzi niepostrzeżenie, zupełnie nie tymi drzwiami, które dla niej otworzyłaś-eś… …i zupełnie nie w tym momencie, w którym najbardziej na nią czekałaś i najmocniej się spodziewałeś. Jasna Polska jest dla wszystkich, którzy chcą dołączyć – dodaj swoje ogłoszenie Bardzo często nasz mózg nie jest w stanie wymyślić naszej pasji. Głowisz się, zastanawiasz, porównujesz do innych, próbujesz zachwycać tym, co dla innych jest treścią życia i… to wszystko jest nudne. Nie wychodzi. Nie działa. Nie dla Ciebie. To dlatego, że nasz mały, kochany trójwymiarowy rozumek potrafi tylko odtwarzać. Nie kreuje, a powtarza, ewentualnie kompiluje to, co istnieje. Łączy. Trochę modyfikuje. Prawdziwe wynalazki, prawdziwe nowości pochodzą z Pola – z obszaru Twej kreacji, wyobraźni, Ducha. To stamtąd dostajesz najlepsze downloady – czy to w snach, czy to w medytacji, czy to w nagłych przebłyskach geniuszu. Wiedz, że w takich chwilach wreszcie usłyszałaś to, co przez cały czas próbuje Ci przekazać Twe Wyższe Ja. Na chwilę złapałaś łączność i złowiłaś jedną z zyliona pereł, które cały czas krążą w Twej energetycznej przestrzeni. Ty złapałaś jedną, a Tesla sto tysięcy (nie zagłuszył swego odbiornika). Ale to wciąż ta sama energia. Czytaj więcej: Co mają ze sobą wspólnego Nicola Tesla, Elon Musk i… wątpliwości Dajemy z siebie wszystko, absolutne 100% Serca, i… mamy efekty 🙂 Dołącz do Jasnej Polski Motywacja – jak ją zyskać, znaleźć, mieć??? Ludzie szukają motywacji, jej dotkliwy brak w szarym, codziennym życiu zawodowym (i nie tylko) jest bardzo destrukcyjny – żyć się odechciewa. Próbują się motywować na tysiące sposobów – coachingi, plannery, harmonogramy, wizualizacje, “smart-ne” cele, pozytywne myślenie, kije i marchewki. Ale prawda jest taka, że z g… bata nie ukręcisz (pardon!) I jeśli nie lubisz tego co robisz i robisz to tylko dla pieniędzy, to Twoja motywacja potrwa tyle, ile zajmuje przyzwyczajenie się do wysokości otrzymywanej pensji. Czyli maksimum pół roku. A zatem, problemem nie jesteś Ty (gdyż NIGDY nim nie jesteś – zapamiętaj to sobie na zawsze), ani nawet Twoja praca, do której zmuszasz się każdego dnia (z nią może być wszystko w porządku – dla wielu jest doskonałym zajęciem), ale Wasze niedobranie. Brak chemii, brak iskry – nawet jeśli nie chcesz się do tego przyznać, już wiesz, że ten związek jest martwy. I jeśli szukasz w internetach kolejnych sposobów na znalezienie motywacji, wiedz, że szanse na reanimacje są nikłe (tego trupa może jeszcze sztucznie podtrzymać przy życiu kolejna podwyżka, premia lub awansik, ale to rozwiązanie doraźne). Czeka Cię rozwód i nowa miłość, albo… powolne usychanie. Czytaj więcej: Chcę rzucić pracę, szkołę, związek… Druga szansa pojawi się, gdy wreszcie skoczysz w przepaść Jeśli nie wiesz, gdzie co jest, jak znaleźć swoją kategorię lub coś, co Cię szczególnie interesuje – skorzystaj z wyszukiwarki na stronie głównej Jak znaleźć pasję (i motywację do życia) – Metoda no 1 Czasem pasja przychodzi przez downlowad, a czasem – moim zdaniem najczęściej – metodą Liz Gilbert, czyli „małej ciekawości”. Nie chodzi o to, by od razu oświadczać się chłopakowi, który ma ładne oczy, lecz o to, by otworzyć się na tą znajomość, na każdy możliwy zbieg okoliczności i poddać biegowi zdarzeń, czyli mądrości Wszechświata. BEZ oczekiwań i założeń. W ten sposób może się okazać, że dopiero obecny szwagier tegoż chłopaka zostanie kiedyś miłością Twego życia, albo czekając na niego w jakimś barze, spotkasz człowieka, dzięki któremu zamieszkasz w Indiach, albo wynajdziesz jakiś lek. Nie wiesz, gdzie Twój Duch pragnie Cię poprowadzić, ale gdy zaufasz, będą to miejsca, o których Ci się nie śniło. Wierzę w tą metodę. Czytałam o niej już nie raz u różnych ludzi sukcesu, ale i sama jej doświadczyłam. Różne sploty i zbiegi okoliczności, często z pozoru bardzo niefortunne, prowadziły mnie tam, gdzie sama bym nigdy nie wymyśliła i okazywały się tym, czego potrzebowałam. Dwa przykłady: #1 Pierwszy duży splot paskudnych okoliczności to okolice matury. Zawsze chciałam być artystką, całe życie rysowałam i malowałam. ASP było jedyną opcją, która sprawiała, że widziałam swe życie w jasnych barwach. Stres na egzaminie (trzęsące się ręce, suchość w gardle, nerwica wszystkich wnętrzności) był tak wielki, że zaprezentowałam niewielki procent swych możliwości i oczywiście nie zdałam. To był koniec świata. Nie widząc przed sobą już „żadnych szans na życie” poszłam na jakiekolwiek studia. A ponieważ nic mnie nie interesowało – zdałam na MISH, na którym przez 5 lat mogłam decydować, czy coś w ogóle mnie jeszcze kiedykolwiek zaciekawi. Nie zaciekawiło. Obroniłam się z jakichś 2 kierunków po najmniejszej linii oporu i zaczęłam zrezygnowana szukać jakiejkolwiek pracy, rozsyłając cv w s z ę d z i e. Na k a ż d e możliwe stanowisko (zgodnie z przekonaniem, że skoro nie jest dane mi być artystką, równie dobrze mogę być kimkolwiek, gdyż moje życie skończyło się, zanim się zaczęło). Dostałam jakąś pracę, o której nie wiedziałam nic, a która – pomału, zmieniając firmy i stanowiska, robiąc podyplomówki – stała się moją absolutną pasją na wiele lat. Byłam w tym świetna, kochałam tą robotę, a ona kochała mnie – czułam, że żyję, rozwijam się i robię wspaniałe rzeczy. Być może nadal bym to robiła, gdyby nie wyzuta z wszelkich ideałów i wartości kultura kilku ostatnich firm, w których pracowałam. Matrix sam mnie wydalił ze swego systemu – i dobrze, bo czas był najwyższy na nową pasję. Więcej na ten temat, czyli o co chodzi i gdzie są te kategorie, znajdziesz w Aktualnościach #2 Druga historia to ciąg dalszy, po tym jak zwolniłam się sama po pół roku męki z 2 ostatnich firm. Oprócz sztuki, drugą rzeczą, którą zawsze kochałam, było ogrodnictwo. Wymyśliłam, że będę tworzyć z ludźmi w ramach Fundacji MY najpiękniejsze ogrody społeczne jakie istniały. Połączę swe zamiłowanie do kreacji rzeczy ładnych z Naturą i zaproszę do tego innych, by mieli więcej radości i piękna w życiu. Aby to zrobić musiałam nauczyć się zasad działania fundacji, robienia stron www, pozycjonowania, pisania postów blogowych i miliarda innych rzeczy, związanych z planowaniem i zakładaniem dużych ogrodów. Z marzenia nic nie wyszło, ponieważ betonowo-kostyczna, skorumpowana, pilnująca wyłącznie swoich interesów grupa urzędników w moim mieście, skutecznie zablokowała zbyt wysoko-wibrujący projekt. Odchorowałam to. To był kolejny koniec świata. I wtedy przyszedł pomył, by olać system i robić społeczne ogrody dla ludzi na prywatnych terenach w mieście. Skąd pieniądze? – odkurzyłam prastary pomysł na portal zbierający alternatywnych ludzi. Wiedziałam już (doświadczenie z tworzenia strony www Fundacji), że aby portal zaczął działać, musi mieć blog – takie są teraz realia w internetach. Wszyscy mają blogi – tak, allegro także. I ma w nim miliard pozycjonujących sznurowadła artykułów… A oto nasze ogłoszenia zamieszczone przez Polaków mieszkających za granicą: Nie znaleziono Ofert Cóż było robić – jakkolwiek nielogicznie to brzmi – by sfinansować ogrody społeczne, zaczęłam pisać duchowego bloga. I czego zupełnie się nie spodziewałam, właśnie to okazało się moją ogromną pasją. Nigdy wcześniej nie chciałam prowadzić bloga. Nigdy wcześniej nic nie pisałam. Nigdy wcześniej nie byłam zainteresowana dzieleniem się swoimi poglądami i odczuciami z innymi – to zawsze była moja bardzo prywatna, intymna sprawa. Tylko dla mnie. I oto proszę – duchowy, osobisty, trochę dziwaczny blog stał się moją największą pasją. Motywacja płynie sama wielkim wodospadem – tak wielkim, że gdy przychodzą fale natchnienia, piszę po 5 tekstów jednocześnie (jak teraz) bo pomysły, całe zdania, informacje przychodzą przeze mnie w tym samym czasie. Dosłownie nie wiem, za co się brać, bo na wszystko mam ochotę. Energia, w jakiej tworzę Jasną Polskę, jest bardzo ożywcza, karmiąca, regenerująca. W trakcie pracy czuję inną jakość życia. NIGDY SAMA BYM NA TO NIE WPADŁA. Musiała wydarzyć się seria pozornie bezsensownych okoliczności, by doprowadziły mnie one do rzeczy, które dają mi radość, sens i cel. Ostatnio padło pytanie o fajnego dentystę… Przypominamy, że Jasna Polska czeka także na ŚWIADOMYCH LEKARZY – od początku mamy taką kategorię, więc kochani, mądrzy doktorzy – dajcie się znaleźć! Jacek Podsiadło napisał kiedyś wiersz, który głęboko zapadł mi w serce. Jest w nim jedno zdanie, które zapamiętałam na zawsze i o którym myślałam sobie przez te wszystkie lata: „Moje życie potoczyło się gdzieś indziej niż ja”. Czułam, że zdanie to ma głębszy sens, coś więcej do przekazania. Teraz już wiem – dla mnie oznacza, że: „moje prawdziwe, pełne pasji, przygód, miłości, ekscytacji życie toczy się w innym kierunku, niż chce moja głowa – więc puszczam i pozwalam, niech płynie”. Też tak chcesz? – Śmiało, możesz zacząć dokładnie w tej chwili. Jak znaleźć pasję – jeszcze 8 Metod Aby zaufać dziwacznym okolicznościom i w pełni puścić się na fale oceanu, jakim jest Życie, warto udrożnić swoje łącza z Polem. Wysłać świadomą intencję, że oto zamieniasz się w słuch i czekasz na genialne pomysły. A także, że otwierasz się na najlepszy z możliwych sposób ich realizacji (co nie musi, ale może oznaczać najpierw serię niefortunnych, bezsensownych zdarzeń, jak w moim przypadku – na to też miej zgodę). Udrożnienie łącza polega na rozluźnieniu mózgownicy i ciała, odblokowaniu zablokowanych energii w Twoim ciele oraz zanurkowaniu w takie obszary, jak wyobraźnia, sny i marzenia. A także włączenie podwyższonej uważności i wrażliwości na to, co dzieje się wokół Ciebie i w Tobie. Proste, prawda? Poniżej opisuję 8 metod na udrożnienie łącza, które dla mnie okazały się bardzo skuteczne, bardzo przyjemne i bardzo brzemienne w skutkach. Być może wybierzesz z nich coś dla siebie: I. Uwalnianie głowy: 1. Drenaż Muzgó – metoda dla wszystkich, gdyż każdy z nas ma obecnie mózg zawalony miliardem nerwowych myśli i tonami zbędnych informacji. Gdy dodać do tego jeszcze wszelkiej maści programy, które wtłoczono nam do głowy przez te wszystkie lata, robi się w niej strasznie ciasno. I wtedy właśnie wkraczam ja, cała na biało, z ebookiem pod pachą, gdzie wszystko zostało opisane. Sprawdź, to może być właśnie coś dla Ciebie. Ściągnij sobie fajnego e-booka i pomedytuj inaczej niż zwykle – to naprawdę działa 🙂 2. Książki – jeśli jesteś dostatecznie uważny, jest to niewiarygodne wprost źródło nieoczywistych inspiracji. Inspiracji co robić, jak spędzać czas, pomysłów na nowe hobby, a także nową pracę. I nie chodzi o książki poradnikowe (jakoś nie bardzo wierzę w ich skuteczność), lecz książki z krwi i kości – o ludziach i prawdziwym życiu. Listę różnych wartych Twego czasu książek znajdziesz pod tagiem książki (odsyłam także do wyszukiwarki na stronie głównej). 3. Floating – czyli medytacja pogłębiona dla głowy i ciała… Jeśli interesuje Cię przeżycie stanu absolutnej nieważkości – uwolnienia od ciała i głowy, to to jest doświadczenie dla Ciebie. Ciało zanurzone w zasolonej wodzie o temperaturze 36,6 dryfuje w kosmicznej przestrzeni (jest ciemno i cicho). Zostajesz tylko Ty i Twój Duch. Warto tego doświadczyć. Pewnie kiedyś opublikuję, co przeżyłam na sesji floatingu (mam już nawet gotowy tekst), tymczasem floating znajdziesz tu. II. Szamańskie metody wytrząsania skarbów z Twego wnętrza, czyli: 4. Szałas Potów – o szałasie potów pisałam ostatnio – tu znajdziesz wszystkie potrzebne informacje, by zdecydować, czy ta metoda jest dla Ciebie: Chcesz zacząć wszystko od nowa? W szałasie potu narodzisz się jeszcze raz. Poznaj ceremonię Temazcal, sweat lodge, sauny indiańskiej 5. Ceremonie Medycyn – o Medycynach też znajdziesz sporo ciekawych, przydatnych informacji na Jasnej Polsce – czytaj więcej. Zachęcam Cię także do zaglądania do kategorii Szamanizm i Rośliny Nauczyciele, pojawiają się tam naprawdę ciekawe rzeczy: III. Odblokowanie energii twórczej: 6. Ustawienia rodzinne – Hellingera – bardzo skuteczny sposób na udrożnienie blokad. Polecam, korzystałam kilkakrotnie, zawsze z upragnionym rezultatem: Ustawienia systemowe wg Berta Hellingera – dlaczego działają i jak bardzo A wpisując do wyszukiwarki hasło “ustawienia”, znajdziesz wydarzenia i osoby, które się tym zajmują i ogłosiły to na Jasnej Polsce 🙂 Sprawdź koniecznieOGŁOSZENIA na: Kliknij: 7. Praktyka Tantry Tak – tantry! Zwróć uwagę na słowa „tworzyć” „brzemienne”, „zapładniające wyobraźnię” – wszystkie one mają odniesienia do seksualnej energii kreacji- kundalini. Jeśli odblokujesz biodra, drugą czakrę i zrobisz tam “flow”, poczujesz, jak pomysły i chęć do życia (motywacja) dosłownie wpływają do Twego wnętrza. I nie ma to nic wspólnego z aktywnym życiem seksualnym – chodzi o e n e r g i ę (zwłaszcza, że w trójwymiarze osoby często uprawiające seks, są tam dosłownie zabetonowane energetycznie, oddzielone od siebie i całkowicie znieczulone). Oto co spotkasz, wpisując słowo “tantra” do naszej wyszukiwarki… – nazbierało się trochę tych skarbów… 8. Antykariera – książka Ricka Jarowa “Antykariera” i warsztaty To akurat jedyna metoda, której nie wypróbowałam na sobie, ale… czuję, że może być ona bardzo przydatna. W kategorii Praca & Antykariera – Obfitość & Pieniądze co jakiś czas pojawiają się warsztaty kreowania pracy marzeń – sprawdź co dobrego dzieje się tam obecnie. Wszystkiego najciekawszego i niezwykłego na Twej drodze do znajdowania pasji (i motywacji) – pamiętaj, że czasem skrywa się ona w zupełnie nieoczekiwanych miejscach… Aho! Pomóż Jasnej Polsce, by powstawały kolejne! Zostań naszym Patronem!Zrób szybki przelew!Wspieraj nas kupując dla siebie! Lub sprawdź sam-a, dlaczego warto wspierać Jasną Polskę (klik!) Źródło ilustracji w tekście: Internet (gł. Pinterest, Unsplash, Pixabay), chyba, że podano inaczej.
Witam serdecznie. Leczenie pierwszego epizodu depresyjnego powinno trwać co najmniej 6 miesięcy, następnie, w porozumieniun z lekarzem prowadzącym można stopniowo zwmniejszać dawkę leku do całkowitego odstawienia. Takie postępowanie znacznie zmniejsza ryzyko nawrotu. Opisywane przez Panią objawy mogą wskazywać na nawrót depresji. Może on miec związek z przedwczesnym zakończeniem leczenia. Użyty kod oznacza w międzynarodowej klasyfikacji chorób i problemów zdrowotnych (ICD-10): osobowość dyssocjalna/osobowość chwiejna emocjonalnie. Istnieje wiele definicji zaburzeń osobowości, podobnie jak wiele koncepcji wyjaśniających ich powstawanie. Można przyjąć, że ich podstawowym objawem jest zakłócenie funcjonowania psychospołecznego spowodowane mało elastycznym sposobem reagowania i zachowania. Problemy ujawniają się zazwyczaj w okresie późnego dzieciństwa i utrzymują się w wieku dorosłym. Podstawowa metodą leczenia zaburzeń osobowości jest psychoterapia. Psychoterapia zaburzeń osobowości może być procesem kilkuletnim. Diagnoza zaburzeń osobowości nie wyklucza innych zaburzeń, np. depresji lub zaburzeń lękowych. Same zaburzenia osobowości rzadko są powodem podejmowania leczenia, pacjent zgłasza się po pomoc najczęściej w momencie pojawienia się np. depresji, wtedy stosowane są leki przeciwdepresyjne. Wsparcie i pomoc osób bliskich jest bardzo ważne, jednak nie może ono zastąpić profesjonalnego leczenia. W tej sytuacji - w szczególności ze względu na myśli samobójcze - polecam Pani jak najszybszą konsultację z lekarzem psychiatrą. Serdecznie pozdrawiam
jak znaleźć chłopaka którego widziałam raz w życiu